W poprzednim odcinku „Wieści prasowych…” zajęliśmy się tak zwaną „sprawą mosińską” z roku 1906. Doszło wtedy do odwołania wiecu wyborczego i zamieszek na mosińskim rynku, które skończyły się aresztowaniami i procesem sądowym niektórych uczestników. W roku 1906 na terenie Wielkopolski dochodziło także do strajków szkolnych polskich dzieci, które nie chciały uczyć się religii w języku niemieckim. W ówczesnej publicystyce ta fala protestów była określana mianem „Nowej Wrześni”1, w nawiązaniu do głośnych protestów dzieci wrzesińskich z lat 1901-1902. Na łamach wielkopolskiej prasy często opisywano skalę protestów w poszczególnych miejscowościach, a także ogłaszano wiece w obronie nauczania religii w języku narodowych. Nietrudno się domyślić, że strajki szkolne w roku 1906 miały miejsce także w Mosinie.
Zapowiedzią wspomnianych wydarzeń były krótkie ogłoszenia prasowe z połowy maja 1906 roku. W szkole powszechnej w Mosinie władze nakazały naukę religii w języku niemieckim w czterech wyższych klasach, zostawiając język polski w nauczaniu katechezy tylko w dwóch niższych klasach. Redaktor „Wielkopolanina” skwitował to krótkie doniesienie gorzkimi słowami: „panowie obywatele nie protestują przeciwko tym ukazom — czy im kultura pruska już tak zasmakowała?”2. Tę samą wiadomość sprawozdawca „Przyjaciela Ludu” podsumował w następujący sposób: „niech sobie dadzą powiedzieć ci, którzy wydają ukazy szkolne, że religia wpajana w dzieci w języku obcym, nie może być uważaną za naukę religii, tylko za powiększenie ćwiczeń kulturnego języka niemieckiego (…) Rząd pruski na tej drodze ani Polaków nie zniemczy, ani też z nich zadowolonych poddanych nie uczyni”3.
Początkowy brak reakcji mieszkańców Mosiny z maja 1906 roku przerodził się w strajki trzy miesiące później. 6 sierpnia w poniedziałek mosińska dziatwa wróciła do szkoły po przerwie wakacyjnej i jak informował reporter „Postępu”: „gdy dzieci polskie wychodziły ze szkoły, nadzwyczajne szemranie i rozgoryczenie można było zauważyć i to z tego powodu, że pp. nauczyciele porozdawali dzieciom polskim katechizmy i historią św. w języku niemieckim”4. Niektórzy uczniowie odmówili przyjęcia nowych podręczników, jednak zostały do tego zmuszone groźbami nauczycieli. Belfrowie straszyli, że jeśli nie przyjmą książek, będą musiały uczyć się w szkole do 16 roku życia oraz codziennie będą karane chłostą. Mimo, iż dzieci książki przyjęły, wiele z nich powiedziało, że i tak nie będą się z nich uczyć. Gdy już wróciły do domu, wtedy „wszystkie prawie matki Polki kazały dzieciom na drugi dzień książki nauczycielom pooddawać i stanowczo już tych książek więcej nie odbierać i powiedzieć, iż rodzice nie pozwolą im nigdy uczyć się religii w języku niemieckim”5. Na drugi dzień mosińskie dzieci odłożyły niemieckie podręczniki na katedrę, a belfrowie rozdawali je z powrotem i ponawiali wystosowane dzień wcześniej groźby. Jeden z nauczycieli pierwszej klasy powiedział nawet, że jeśli książek nie odbiorą, będą musiały chodzić do szkoły do 16 roku życia „jak Bóg w niebie, jak tutaj stoję!”. Dzieci wychodząc z podręcznikami ze szkoły najdelikatniej mówiąc, nie wykazywały się przesadnym entuzjazmem: „jedne rzucały na ziemię książki, drugie wydzierały z nich karty, inne zamierzały się do podarcia ich, jeszcze inne pokazując i grożąc w stronę szkoły, znów inne brudząc je w jakikolwiek bądź sposób”.

Matki dzieci zarówno z miasta, jak i ze wsi, udały się następnie z niemieckimi książkami do nauczycieli i wyraziły swój głęboki protest przeciwko nauczaniu religii w języku zaborcy. Szczególne wrażenie na mosińskich belfrach zrobiła gromada wiejskich kobiet – gdy tylko zbliżały się do szkoły, nauczyciele „chwycili za kapelusze i poszli nie wiadomo czy za interesem, czy ich też urząd do tego spowodował, lub też na przeszkodzę. Lecz owe odważne kobiety nie zważając na to, czy im wolno lub nie wolno wchodzić do szkoły, weszły i prosiły ostatniego pana nauczyciela, który się dopiero zabierał do wyjścia, aby odebrał książki, lecz nauczyciel nie chciał wcale o tym słuchać i wyszedł”6. Wtedy to wiejskie matki wzięły sprawy w swoje ręce i po prostu zostawiły książki w klasie, kładąc je na katedrę. Na trzeci dzień książki zwróciły prawie wszystkie dzieci za wyjątkiem kilku, co dosadnie skomentowano, iż ich rodzice nie dbali o dobre wychowanie dzieci. Mimo zakazu, dzieci odmówiły także pacierz w języku polskim „i odważnie trzymają się swego postanowienia”7.
Korespondent prasowy, który podpisał się jako „Mosiniak”, chwalił postępowanie dzieci oraz ich matek, przywołując postawy wybranych uczestników protestu. Jedna z kobiet miała powiedzieć: „żeby mnie mieli na kilka miesięcy do kozy zapakować lub nawet żebym śmierć miała ponieść, nie pozwolę nigdy na to, ażeby moje dzieci miały się uczyć religii w języku niemieckim”. Inna wywijająca parasolem matka wyraziła się następującymi słowami: „ja wiejska baba więcej zrobię niż 20 panien z miasta”. Trzecia odważna kobieta skarżyła się, iż „za polski katechizm i historią jakżem nie mogła zapłacić, a byłabym chętnie zapłaciła, to mi przysłali egzekutora, a książki do niemieckiej nauki religii to darmo rozdają, ja im dziękuję za tę łaskę”. Jedna z uczennic miała powiedzieć nauczycielowi, iż woli się uczyć w szkole powszechnej do 16 roku życia, niźli uczestniczyć w lekcjach religii w języku niemieckim8. Redaktor „Przyjaciela Ludu” określił nawet trwające w Mosinie protesty mianem „dziejów męczeństwa dziatwy polskiej”9. 21 sierpnia 1906 roku na łamach prasy zamieszczono korespondencję z Kórnika, w której jeden z tamtejszych uczniów nawoływał do oddawania niemieckich książek do nauki religii, powołując się przy tym na chlubny przykład dzieci z Jarocina i Mosiny10.
W połowie września sprawy zaczęły wyglądać zgoła inaczej – początkowy zapał mosińskich uczniów wygasł, a protestowała już tylko garstka. Według doniesień „Orędownika” „tylko kilku chłopców i dziewcząt stawia opór i wcale nauczycielowi nie odpowiadają na niemieckie pytania. Nauczyciel nakazuje im za karę odpisywać dłuższe ustępy z Biblii i katechizmu niemieckiego, lecz i tego owe dzieci uczynić nie chcą, za co bywają karane”11. Jeden z ojców napisał do nauczyciela, by nie bił jego córki za odmowę nauki religii w języku niemieckim, ponieważ dziecko ma przede wszystkim słuchać rodziców. Belfer jednak „nie posłuchał” i nadal karał chłostą nieposłuszną uczennicę. Kilka dziewcząt postanowiło zemścić się na rówieśniczkach, które odebrały niemieckie podręczniki. Doszło nawet do pobicia i zwymyślania jednej z nich, co „spowodowało matkę pobitej córeczki do niegodnej denuncjacji. Pobiegła ona do nauczyciela i przedstawiła mu sprawę tak, jakoby córkę jej obito za namową matki jednego z opór stawiających dziewcząt. Nauczyciel naturalnie oddał sprawę burmistrzowi i teraz przyjdzie pewno do procesu”12. Pomstował na to korespondent „Orędownika”: „świadczy to smutnie o naszej mieścinie. Zamiast matki-Polki podać sobie ręce i wspólnie działać w obronie języka i religii, chodzą z skargami i przymilają się tym, którzy czyhają tylko na naszą niezgodę”. Ponadto korespondent zastanawiał się, dlaczego w Mosinie nie zwołano wiecu w obronie nauczania religii w języku polskim puentując, iż „wiec taki bardzo tutaj jest potrzebny”.

W opracowaniu historii Mosiny Jerzy Łojko i Jerzy Stępień odnotowali, iż w sierpniowym strajku uczestniczyć miało nawet 120 uczniów. Dodatkowo podali informację, iż „na dzień 21.IX.1906 r. przygotowywano wiec w sprawie prawa do nauczania w języku polskim, lecz administracja i policja pruska nie wyraziły zgody. W tej sytuacji w mieście doszło do wystąpień, które z trudem zdołano opanować”13. Na łamach wielkopolskiej prasy z epoki nie odnotowaliśmy żadnej relacji z mosińskiego wiecu w drugiej połowie września 1906 roku. Jest to o tyle znamiennie, iż wspomniany przez autorów opracowania wiec miał zakończyć się podobnie jak ten z 4 listopada tego samego roku. Sprawę opisaliśmy szerzej w poprzednim odcinku „Wiadomości prasowych…” – burzliwe wystąpienia wcale nie dotyczyły obrony prawa do nauczania religii, tylko stanowiły protest przeciwko odwołaniu w ostatniej chwili legalnego spotkania z posłami. Nie odnotowaliśmy także prasowej informacji o zwołaniu mosińskiego wiecu na 21 września 1906 roku mimo, iż w tamtym burzliwym okresie takie ogłoszenia były czymś zgoła powszechnym. Trudno nam rozstrzygnąć, czy podanie autorów „Zarysu dziejów Mosiny i okolic” było prawdziwe. Mamy jednak dowód pośredni na to, że żadnych planów zwołania wiecu na 21 września nie było.
W październiku do Mosiny przybył inspektor powiatowy, który „zawezwawszy do siebie troje dziewcząt, które jedynie opierają się z woli rodziców niemieckiemu wykładowi religii, do mieszkania wyższego nauczyciela, tłumaczył im, iż powinny słuchać nauczyciela i uczyć się religii po niemiecku”14. Miał on także posługiwać się nieprawdziwą argumentacją jakoby po niemiecku miał się modlić ksiądz proboszcz oraz sam papież, a „Pan Bóg również miłuje bardzo język niemiecki, a niedługo będą musieli wszyscy w kościele modlić się po niemiecku!”. Tylko wspomniane trzy uczennice miały w październiku 1906 stawiać opór, a reszta uczniów miała uczyć się religii w języku niemieckim przy rzekomej cichej aprobacie miejscowego księdza, inteligencji, mieszczan i chłopów. Korespondent prasowy wspomniał na samym końcu swojej relacji, iż „od dawna wyczekujemy tu wiecu, lecz nikomu nie sporo się do tego zabrać”. Przeczy to zatem podaniu, iż na 21 września organizowano w Mosinie wiec w obronie nauczania religii w języku polskim.
W listopadzie 1906 roku prawie wszystkie mosińskie dzieci miały ponownie zastrajkować i codziennie odsiadywać godzinny areszt z tego powodu. Jeden z korespondentów na łamach „Postępu” skarżył się na postępowania księdza proboszcza Erazma Kałkowskiego, który wyjechał w tym czasie na dwa dni do Berlina. Uczniowie pod nieobecność kapłana wstępowali po drodze z aresztu śpiewać w kościele, jednak po powrocie ze stolicy Niemiec proboszcz rzekomo zakazać miał takich praktyk. Ponadto mosińskiemu plebanowi obojętne miały być losy protestujących uczniów, ponieważ chciał być z władzami „na dobrej stopie”. Skomentowano nawet złośliwie jego rzekomą postawę w następujący sposób: „gdy się jaka niemiecka zabawa nadarzy, to ks. prob. Kałkowski jest tam jednym z najpierwszych, bo tam dla niego najlepsza — jak się zdaje — przyjemność”15. Wszystkie te zarzuty odpierał na łamach tej samej gazety mosiński ksiądz kilka dni później. Nie będziemy omawiać w całości jego dosyć długiego listu, skupiając się tylko na tych wątkach, które dotyczą strajków szkolnych. Ksiądz Kałkowski poinformował w swojej korespondencji, iż „o pozwolenie na śpiew dzieci w kościele nikt mnie nie prosił, a więc go odmówić nie mogłem — znowu nieprawda. Zresztą kościół w Mosinie w dzień powszedni po Mszy św. zawsze był i jest zamknięty. W owe dwa dni, kiedy ja byłem w Berlinie, przypadkiem był otwarty, bo pracowali w nim robotnicy z gazowni”16. Nie był to pierwszy tego typu „anonimowy donos” prasowy na mosińskiego plebana – jeden z nich omawialiśmy na łamach cyklu „Wieści prasowych…” w kontekście postaw mieszkańców Mosiny wobec hakatyzmu. Dość wspomnieć, że ksiądz Kałkowski był poirytowany tego rodzaju krytyką pod swoim adresem, podsumowując swój wywód w następujący sposób: „ten obywatel miasta Mosiny, choć gryzmoli do gazet, może być ostatnim kpem i dla tego jeszcze mu przebaczam; ale do czasu, do czasu tylko bo już dosyć mam tego znęcania się nade mną w gazetach”17.
11 grudnia 1906 roku przed poznańskim sądem toczył się proces siedmiu ojców, którzy nie chcieli płacić kar za nieposyłanie swoich dzieci do aresztu, który odbyć miały za omawiany strajk szkolny. Zostali oni skazani na następujące kary grzywny: Frankiewicz – 6 marek, Olejniczak, Skotarczak i Gołębiewski – po 3 marki, Zakrzewski i Jankowski – po jednej marce18. 21 grudnia doszło do innego procesu sądowego mosińskich ojców, którzy nie posyłali swoich dzieci do aresztu. Właściciel cegielni nazwiskiem Bąk skazany został na karę 2 marek lub 4 dni więzienia, robotnik Gołębiewski na 4 marki lub 8 dni więzienia, a przodownik Jaworski – na 7 marek lub 14 dni więzienia19. W ten sposób prześladowania dotknęły nie tylko bitych i więzionych dzieci, ale także ich niepokornych rodziców.

Wojciech Czeski
1 K. Krotowski, Nowa Września i polityka tumska, Lwów 1906.
2 „Wielkopolanin”, 16.05.1906, R.24, nr 111.
3 „Przyjaciel Ludu”, 17.05.1906, R.46, nr 59.
4 „Postęp”, 14.08.1906, R.17, nr 184.
5 Tamże.
6 Tamże.
7 „Orędownik: pismo dla spraw politycznych i społecznych”, 14.08.1906, R.36, nr 184.
8 Postęp”, 14.08.1906, R.17, nr 184.
9 „Przyjaciel Ludu”, 16.08.1906, R.46, nr 98.
10 „Postęp”, 23.08.1906, R.17, nr 191.
11 „Orędownik: pismo dla spraw politycznych i społecznych”, 15.09.1906. R.36, nr 210.
12 Tamże.
13 J. Łojko, J. Stępień, Zarys dziejów Mosiny i okolic (do 1945 r.), Mosina 1992, s. 40-41.
14 „Kurier Poznański”, 12.10.1906, R.1, nr 20.
15 „Postęp”, 23.11.1906, R.17, nr 267.
16 „Postęp”, 01.12.1906, R.17, nr 274
17 Tamże.
18 „Kurier Poznański”, 13.12.1906, R.1, nr 70.
19 „Kurier Poznański”, 25.12.1906, R.1, nr 80.
Gazeta Mosińsko-Puszczykowska Lokalne wiadomości z Mosiny, Puszczykowa i regionu.


