Ten odcinek „Wieści prasowych…” będzie nieco inny niż poprzednie. Skupimy się bowiem głównie na jednej, choć nieco dłuższej, relacji z epoki. Przyczyna tego jest prozaiczna: historia Wiosny Ludów na terenie Mosiny i okolic doczekała się już na łamach „Gazety” wieloaspektowego omówienia, dlatego wycinki prasowe z epoki, znane już z wcześniejszych publikacji, nie wniosą nic nowego. By jednak nie zgubić sensu i kontekstu tego opowiadania, przytoczymy na początku zwięzłe streszczenie wypadków z początku maja 1848 roku na terenie Ziemi Mosińskiej i okolic.
W nocy z 2 na 3 maja stacjonujący wcześniej w okolicach Łodzi i Trzebawia oddział powstańców (około 150 zbrojnych) zajął Mosinę, w której stacjonował tylko jeden żandarm, a Jakub Krauthofer wręczył nauczycielowi Wojciechowi Rostowi nominację na burmistrza miasta. Dokument ten był opatrzony pieczęcią z napisem „Polska powstająca”. Partyzanci nie przywiązywali jednak wielkiej wagi do znaczenia Mosiny – za główną siedzibę obrali sobie bowiem Rogalin, a drugi ważny obóz założyli w okolicach Górki i Trzebawia. Trudno zatem uznać, by niewiele znacząca w planach insurgentów Mosina miała uzyskać status rzekomej stolicy Polski. Nie ogłoszono wtedy żadnej „Rzeczpospolitej Mosińskiej”, a Jakub Krauthofer (zwany także „Krotowski”) nie był dowódcą partyzantów stacjonujących w okolicy. Insurgenci po zajęciu Stęszewa, Mosiny, Rogalina oraz innych okolicznych wsi, wysyłali do pruskich władz w Poznaniu pisma, w których wzywali Prusaków do niezwłocznego poddania się. Te groteskowe w swojej wymowie listy podpisane były przez „szefa Krotowskiego”1, stąd powstało błędne przekonanie, iż Jakub Krauthofer stał na czele całego powstańczego przedsięwzięcia, podczas gdy pełnił jedynie funkcję szefa sztabu. Prawdziwym naczelnikiem insurgentów był jednak Włodzimierz Wilczyński z Krzyżanowa. Powstańczy epizod „Polski powstającej”, zwanej błędnie „Rzeczpospolitą Mosińską”, zakończył się po kilku dniach: 8 maja rozgromiono Polaków pod Rogalinem, a dzień później doszło do pacyfikacji resztek oporu w Górce i Trzebawiu. Trwający kilka dni maja 1848 roku epizod nie miał szans na jakiekolwiek powodzenie, ponieważ był nieprzemyślany i zorganizowany w momencie, gdy czynny opór Polaków wobec zaborcy był skutecznie pacyfikowany w całym Wielkim Księstwie Poznańskim przez przeważające siły pruskiego wojska.
O Krauthoferze w sposób ironiczny na łamach niemieckiej prasy pisał anonimowy „miłujący prawdę wojskowy”, relacjonujący w sposób humorystyczny przemarsz kolumny pruskich wojsk, pacyfikujących Stęszew, Trzebaw i Górkę w dniach 9-10 maja 1848 roku: „hrabiego Krotowskiego mianuję hrabią, bo od partyzanta do polskiego hrabiego był tylko mały krok; możemy śmiało założyć, że ten szanowny dżentelmen wkrótce zostałby podniesiony do rangi hrabiego, o którego dobra z powodu jego uprzejmości rywalizowały dwie kobiety: jedna miała nadzieję obdarzyć go polską koroną królewską, druga – niemiecką koroną obywatelską honorowego ojca rodziny”2. Motyw dwóch dam rywalizujących o dobra „hrabiego” to naturalnie złośliwa aluzja do dwóch nazwisk Jakuba Krauthofera-Krotowskiego, z którego drugie obrał sobie w czasie Wiosny Ludów, niezgodnie z ówczesnym prawem. Sam zainteresowany, mający rewolucyjne przekonania polityczne, zapewne nie był zadowolony z „obdarowania” go szlacheckim tytułem nawet, jeśli była to tylko czysto publicystyczna „nobilitacja”. Ten zabieg retoryczny, mimo iż użyty przez mającego niecne intencje pruskiego publicystę, obnaża jednak megalomanię rzekomej „Rzeczpospolitej Mosińskiej” oraz rzekomo stojącego na jej czele „hrabiego mającego królewskie aspiracje”.
Mniej znaną relacją z okresu Wiosny Ludów na obszarze Ziemi Mosińskiej jest opublikowana na łamach „Gońca Polskiego” 6 października 1850 roku „powiastka z czasów wojennych”3. Jest na tyle obszerna i treściwa, że postanowiliśmy poświęcić jej przeważającą część niniejszego odcinka „Wieści prasowych…”. Autorem opowieści miał być poznański korespondent krakowskiego dziennika „Czas”. Jak sam wspomniał: „opowiadam dosłownie rzecz, jak mi na miejscu przez jednego z aktorów, i to cudzoziemca, opowiadaną była”. Nie zarysował on dokładnych ram czasowych nadmieniając jedynie, że był to początek maja 1848 roku „we wsi K. pod Mosiną”. Po dalszej charakterystyce miejsca („całkiem przez niemieckich osadników” zamieszkana) można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że mowa była o wsi Krosno pod Mosiną. Miał w niej zjawić się niespodziewanie mały oddział kosynierów, który zabawił tam krótko, po czym udał się w pobliskie lasy. Polscy powstańcy mieli zabrać „kilka świń, nieco drobiu i chleba”, co wywołało lament miejscowych gospodyń. Dowiedzieli się o tym pruscy huzarzy, których patrol „puścił się (…) w pogoń; niedaleko jednak w las się zapuściwszy, wrócił z dwoma bezbronnymi niewolnikami, jak się później okazało, rzemieślniczkami z pobliskich miasteczek”. Jeńcy zostali oddani w ręce zastępcy pobliskiego sołtysa, a mały oddział pruskich żołnierzy udał się wedle wydanych rozkazów na patrol do innych okolicznych wsi.
Samego sołtysa nie było w tamtych dniach we wsi, a jego zastępca został scharakteryzowany w następujący sposób: „był podeszłego wieku, wprawdzie cudzoziemiec, ale bardzo poczciwy, od kilku pokoleń w kraju osiadły”. Bardzo humanitarnie potraktował powierzonych mu jeńców: „wziąwszy więc więźniów do siebie, widząc nadzwyczajną ich młodość, łagodność charakteru, wiele im wolności w domu zostawiał i jak najlepiej z nimi się obchodził, tym więcej, że obaj mu świadczyli, że uciekać nie myślą, nie są bowiem winnymi żadnego przestępstwa, a lękaliby się być powtórnie ujętymi i przez krążące patrole bitymi, albo zabitymi”. Po kilku dniach zastępca sołtysa miał otrzymać rozkaz od najbliższej komendy wojsk pruskich, żeby odprowadzić uwięzionych do poznańskiej fortecy. „Rozkaz ten bardzo był przykrym do spełnienia poczciwemu człowiekowi; przeświadczony jednak o ich niewinności i o wstręcie z tego powodu do ucieczki, dodaje im straż uzbrojoną w fuzje z dwóch mieszkańców Niemców tejże osady i do Poznania odsyła”. Wyznaczeni przez zastępcę sołtysa konwojenci wrócili jednak do wsi po kilku godzinach, co wywołało niemałe zdziwienie, ponieważ tego typu transport trwać miał całą dobę. Zaniepokojony wicewłodarz wsi natychmiast przystąpił do wypytywania przybyłych – czy przypadkiem więźniowie nie zbiegli im po drodze? „A ci mu z najzimniejszą krwią odpowiadają: nie, ale nie mając ochoty długo się trudzić z tymi p…. Polakami, w lesie za Mosiną we łby im wypaliliśmy i pod mchem zagrzebali” – usłyszał w odpowiedzi. Wywołało to oburzenie i przerażenie dobrotliwego zastępcy sołtysa, który natychmiast wyruszył na miejsce zbrodni wskazane przez morderców. Faktycznie jeden z więźniów już nie żył, a drugi był ciężko ranny. Wicewłodarz odwiózł go do Mosiny, gdzie po kilkunastu dniach zmarł „w okropnych męczarniach”.
Nie minęła doba, gdy do zastępcy sołtysa wsi dotarło pismo od pobliskiego oddziału kosynierów, którzy „dowiedziawszy się o morderstwie dwóch Polaków przez mieszkańców osady popełnionym, wzywa, aby osada K. bezzwłocznie do niego przysłała deputację, celem zadosyćuczynienia za zbrodnię, inaczej grozi osadzie surową zemstą wojenną. Nasz starzec odebrawszy to pismo, zbiera mieszkańców osady i nakazuje wybór dwóch posłanników; ale w osadzie, gdzie tak łatwo znaleźli się mordercy, nikt nie miał dość odwagi podjąć się tego poselstwa, które jednak miało być jedynym ratunkiem zemstą wojenną zagrożonej osadzie”. Po długich naradach zastępca sołtysa postanowił poświęcić się dla całej wsi i udał się wraz ze swoim sąsiadem w wyznaczone przez polskich powstańców miejsce. Po drodze przygotowywali się na śmierć i jechali przerażeni, jednak spotkała ich miła niespodzianka: „gdy przybywszy do obozu kosynierskiego jako braci jednego kraju ich witają, traktują, gdy zamiast obietnicy zemsty, tylko surową naganę otrzymują, i za jedyne zadosyćuczynienie od osady K., wydanie wszelkiej broni nakazana zostaje. Rozczuleni i uszczęśliwieni wrócili posłannicy; szlachetność tego niezorganizowanego nieprzyjaciela, który by słusznie krwawej krzywdy współrodaków mógł był dochodzić, całą osadę ujęła, i chcemy wierzyć, że nie ze strachu cała osada przyjmowała serdecznie oddział kosynierów po odebranie broni wysłany”.
Nie wiemy, ile były prawdy w tej dosyć obszernej relacji poznańskiego korespondenta „Czasu”. Gwoli przypomnienia warto w tym miejscu dodać, że przekazywał on wiadomości zasłyszane w Poznańskiem od aktora-cudzoziemca, na dodatek bez podania nazwisk świadków i bohaterów opowieści oraz bez dokładnego nakreślenia jej ram czasowych. Łatwo zatem podważyć wiarygodność tego podania prasowego, choć z drugiej strony nie mamy też opowieści, która zaprzeczałaby głównym wydarzeniom przekazanym przez korespondenta „Czasu”. Dysponujemy relacją Jędrzeja Moraczewskiego, który o poczynaniach polskich powstańców we wsi Krosno napisał co następuje: „wieś Krosno z kościołem luterskim najwięcej przyczyniła się do uzbrojenia i najwięcej ucierpiała przy przeglądaniu kątów i kryjówek”4. Podanie to przeczy zatem obszernej relacji prasowej, według której insurgenci mieli się łagodnie obchodzić w mieszkańcami Krosna, którzy przyjmowali ich w duchu serdeczności. W obydwu relacjach potwierdza się natomiast to, że wieś została rozbrojona przez insurgentów, choć według Moraczewskiego miała też na tym najwięcej ucierpieć. Z prasy niemieckojęzycznej możemy się z kolei dowiedzieć, że 3 maja z Poznania wyruszyło 40 żołnierzy pruskiej piechoty pod wodzą porucznika Borowskiego oraz 20 huzarów porucznika Garniera. Ich misją było oswobodzenia pojmanych dzień wcześniej pod Trzebawiem niemieckich oficerów. Oddziały Borowskiego i Garniera miały dotrzeć do wsi Krosno, gdzie dowiedziawszy się o zwolnieniu jeńców z niewoli, udały się z powrotem w stronę Poznania5. Być może jest to częściowa odpowiedź na pytanie, skąd na początku maja na obszarze kontrolowanym przez powstańców poruszał się swobodnie patrol pruskich huzarów. Z powodu braku podania dokładnych ram czasowych opowieści korespondenta „Czasu”, wątpliwości te trudno jest rozwiać.
Kwestia humanitarnego traktowania jeńców przez polskich partyzantów do dzisiaj wywołuje kontrowersje. Z jednej strony przytoczona i obszerna relacja prasowa jest kolejnym potwierdzeniem tego, że więźniowie mogli liczyć na humanitarne warunki przetrzymywania. Najbardziej jaskrawym dowodem tego było także łagodne obchodzenie się z pruskimi oficerami, pojmanymi przez polskich powstańców 2 maja 1848 roku pod Trzebawiem. Z drugiej strony na Jakubie Krauthoferze oraz partyzantach „Polski powstającej” kładzie się ponury cień wydawanych w jej imieniu wyroków śmierci. Sprawa owiana jest mrokiem tajemnicy i raczej nie jesteśmy w stanie ustalić, ile oskarżonych przed „tajnym sądem korpusu partyzantów” pożegnało się w ten sposób z tym łez padołem. Oddajmy na końcu głos Janowi Koźmianowi, którego mocne słowa na temat rzekomej „Rzeczpospolitej Mosińskiej” niech będą równocześnie puentą oraz mocnym głosem otrzeźwienia dla wszystkich zachwyconych tym lekkomyślnym powstańczym wybrykiem:
„Zdarzyło się, że i dowódcy partyzantów, przywłaszczyli sobie szczególne prawa; ogłosili oni rzeczpospolitą, zaczęli pieczątki z jej godłem używać, i nawet jakiś trybunał tajemny ustanowili. Poważniejsi uważali to wszystko za wyskok lekkomyślności i nie pytali nawet, kto tam na tak wielkie przedsięwzięcia się odważa (…). Partyzanci, o ile wiem, powiesili dwóch czy trzech ludzi na mocy przekonania, że to byli szpiedzy. Niechże raz zostanie głośno przez wyobrazicieli wszystkich opinii powiedziane, że się życia ludzkiego tak lekceważyć nie godzi. Wojna ma swoje ustawy, swoje smutne konieczności; ale nie każdemu, kto broń w rękę bierze, wolno zarazem prawo życia i śmierci nad swoimi bliźnimi sobie przywłaszczać. Takie prawo daje tylko wyraźne upoważnienie jakieś władzy najwyższej. Inaczej jest nieporządek. Wojny nam niezawodnie trzeba do odzyskania niepodległości, ale anarchii nigdy”6.
1 „Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego”, 09.V.1848, nr 107, s. 442.
2 „Zeitung des Großherzogthums Posen”, 13.05.1848, nr 111.
3 „Goniec Polski”, 06.10.1850, nr 82.
4 J. Moraczewski, Wypadki poznańskie z roku 1848, Poznań 1850, s. 140.
5 „Zeitung des Großherzogthums Posen”, 05.05.1848, nr 104.
6 [J. Koźmian], Stan rzeczy w W. Księstwie Poznańskim, „Przegląd Poznański”, T. 6, 1848r., s. 616.


Gazeta Mosińsko-Puszczykowska

